Zaścianek

Spisano dnia 15 maja A.D. 2016

Zaścianek


Wieść poszła w Zaścianku, że oto nareszcie
Zjedzie i tu Misjonarz, ksiądz Miętus po kweście.
Poruszenie zrobiło się zaraz niemałe,
Bowiem głosił ksiądz Miętus kazania wspaniałe,
Czem patriotyzm krzewił, do walki zagrzewał,
W serca szlachty nieprzyjaźń ku Europie wlewał
I odmienności wszelkiej, bo odmienność znakiem
Zdrady jest i zaprzaństwa. Być dobrym rodakiem
Nie może, kto inaczej wierzy, mówi, czuje,
Ten, komu europejskość zanadto smakuje,
Kto liberalną myślą nadto odmieniony –
Tak płomiennie przemawiał ksiądz Miętus z ambony,
Więc dumać wraz poczęto, jak gość sercom drogi 
Ma być godnie przyjętym w zaściankowe progi.

A trzeba wam też wiedzieć, że ongi bogaty
Podupadł był Zaścianek ostatniemi laty –
Tak prawiła szlachta, choć skoro w te strony
Przyjechał kto ze świata, spoglądał zdumiony
I wcale odmienne miał o tem mniemanie,
Lecz kto by tam przyjezdnych pytał się o zdanie.

Wróćmy jednak do rzeczy. Przyszło szlachty wiele
Do Macieja zwanego Kurkiem na Kościele,
Bowiem kędy wiatr zawiał, miast morały prawić,
Starzec ów zawżdy umiał z wiatrem się ustawić.
Za Edwarda Szczodrego, co złota nie skąpił,
Do Konfederacyji ochoczo przystąpił,
Zaś Wojciecha Wybawcę wsparł grudniowym świtem
Za co mu zapłacono niejednym zaszczytem.
Dziś Infanta wychwalał, Regenta, Kanclerza,
A choć szabli nie nosił i bardziej pacierza
Klepaniem niż wojaczką w te dni się zajmował,
To wciąż nad Zaściankiem niczem król panował.

Teraz usiadł pośrodku, spode łba spoziera,
Nic nie gada, lecz słucha. Pierwszy głos zabiera 
Inszy Maciej, w szal, w palto z kapturem odziany,
Młodzian słusznej postury, Kropicielem zwany.
A były ku przezwisku takiemu powody, 
Choć nie dla pobożności, czy święconej wody,
lecz pałki, co ją zawżdy zwykł nosić przy sobie –
Ej, nie służy ta pałka jeno ku ozdobie!
– Kropidło me – zaczyna – jako wszyscy wiecie
Sprawiłem sobie ongi bawiąc w wielkim świecie.
W zagranicach kij taki służy grom głupawym,
Lecz mnie, co zagraniczne, brzydzi, więc zabawy
Ostawiam cudzoziemcom, ja tem się pochwalę,
Że cudzoziemski czerep pałką mą rozwalę
Jako radzi ksiądz Miętus we swoich kazaniach,
Więc zaraz rad bym brać się do łbów rozwalania.

– Słusznie prawi! – krzyknięto – Vivat zuch Kropiciel!
Na to głos zabrał Bartek, zwany Brzytwa Mściciel:
– Ja instrument fryzjerski podług nowej mody
Wżdy noszę, lecz nie po to, aby golić brody.
Rozsupłałem nim siła srodze poplątanych
Szalików, tych na wrażych gardłach zawiązanych.
Ja dziś z tobą Macieju! Ja tak samo czuję,
Ojczyznę moją kocham i to wam ślubuję,
Że wraz trzy gardła podciąć brzytwa ma gotowa –
Gardła, przez które nasze nie przeszłyby słowa!
Kto patriota, szalik niech wkłada na szyję,
Precz zdrajcy! Vivat Naród! Niech nam Regent żyje!

– Racja Bartku! Niech żyje! Vivat twa brzytewka! – 
Krzyknął z kąta osiłek, co go zwą Konewka,
Bo pierwszy obcych widząc znajduje powody, 
Po czem rwie się do lania, choć nie leje wody.
Teraz zaś na stół skoczył, splunął i powiada:
– Bracia, kto ojców naszych językiem nie włada,
Niech gdzie pieprz rośnie zmyka, a skoro ostanie,
My lać będziem i takie sprawimy mu lanie,
Że długo popamięta, jakie zebrał cięgi –
Nie będzie w kraju naszem żadnego włóczęgi.
Sam przegonię brudasów, czarnuchów psubratów,
Co ich na służbę ściągnął Starosta Powiatu 
Aż z Afryki. Bóg świadkiem, jako mnie to złości,
Ej popędzić by kota imć panu Staroście!

– Kłania się wam Scyzoryk, wierzcie mi na słowo – 
począł mówić człek rosły z ogoloną głową
– Wierzajcie, że pożytek z tego lada jaki,
Zatłuc dwóch lub trzech może, takich, czy owakich,
Co im z gęby wraz patrzy, że są jacy inni.
Tłuczcie, lecz myśmy więcej uczynić powinni!
Wołał przecie ksiądz Miętus we swoich kazaniach,
Że trzeba się zabierać do domu sprzątania,
Ten zaś kto dom swych ojców pracowicie sprząta,
Wie, że się śmieci chętnie chowają po kątach!

– O kim prawi? – pytano – o kim są te słowa?
– O kim?  – odparł Scyzoryk – Wszakże nasza mowa
Nieobca bywa wielu, co w tem żyją kraju
I myślałby kto, pięknie mową tą władają,
Lecz każden jad w słowa sączy i tem się bogaci,
Uszy nasze zatruwa, zaś Niemiec mu płaci,
Albo Żyd, więc niech tępi zaraz ścierwo takie
Ten kto się mienić zechce dziś moim rodakiem.
Tu przerwał i wyciągnął z kieszeni nóż długi,
Co z jednej strony płaski, ząbkowany z drugiej,
A uniósłszy do góry, zakończył okrzykiem:
– Ja będę rżnąć ich wszystkich moim scyzorykiem!

– Rżnąć! – krzyknięto wraz w ciżbie – Lać, kropić, podpalać!
Pędzić Żydy i Niemce, czarnym łby rozwalać!
Vivant Regent i Naród! Vivat ojców wiara!
Hajże na cudzoziemców! Od krwi naszej wara!

Wtem podniósł w górę głowę Kurek na kościele
I rzekł: – Oj głupi, głupi jako durne cielę!
Sposobem takim każden wyrok sobie kupi,
W turmę pójdzie! Po trzykroć powiadam wam, głupi!
Skoro się aż tak głupio za rzecz zabieracie,
To wam mówię ja, Maciej, niewiele zdziałacie!
Prawda, głosi ksiądz Miętus płomienne kazania,
Lecz cóż to, czy kto może myśleć wam zabrania?
W dzień biały lać, zarzynać, ścierwo kropić? Po co?
Wszak takie rzeczy zawżdy załatwia się nocą!
W mig was wszystkich wyłapią i do kozy wsadzą!
Jednego Niemca, Żyda zatłuc wam nie dadzą!
I na cóż więc to wszystko? Pośpiech was nie zbawi!
Odkrzyknęli mu zgodnie: – Król nas ułaskawi!

***

O tem że dumać w zamkowym krużganku,
O szlachcie głupiej, swarliwym Zaścianku,
Co nim ciemnota i nienawiść włada
I o nas samych, którym przez to biada,
Że zapomnieli, aby w czas odnowy
Oleju wlewać w ogolone głowy,
Aż przyszedł taki, co wraz ze swym bratem
Począł nazywać ich narodu kwiatem.
Uwierzyć łatwo w kłamstwo uchu miłe,
Więc uwierzywszy poszli ufni w siłę,
Aby porządek zaprowadzać w świecie,
Co trwać, jak ongi, miałby tysiąclecie.
A kędy idą, kroczy z niemi trwoga,
W każdem przybyszu odnajdują wroga,
I nie ustaną, aż wszyscy w żałobie
Obaczym Wolność położoną w grobie,
Kędy pochodni blask bije upiorny...

Tego się lęka


Wasz
Błazen Nadworny


 
 

Częstuję Was ciasteczkami (po nowemu cookies). Bez obaw, nie są zatrute! Zostając u mnie godzicie się je pałaszować, choć przecie zawżdy wydalić je możecie ze swych przeglądarek. Ja sam wolę dziczyznę i czerwone wino, wszakże wiedząc ile już u mnie ciasteczek zjedzono, łacno poznać mogę, ilu miałem gości.