Błazen Nadworny - Pissoir czyli o oddawaniu moczu

Spisano dnia 4 grudnia A.D. 2016

Pissoir czyli o oddawaniu moczu


     Historia ta będzie krótka, bo też nie bardzo jest o czem opowiadać. W Anglii mówią nawet, że prawdziwy dżentelmen nigdy nie oddaje moczu, atoli takich u nas jak na lekarstwo. Zjawił się był natomiast na Dworze pewien szlachcic pruski, Heinrich Lothar Ernst Graf von Hottentotten, któren razu pewnego wdał się z imć panem Podkanclerzym Naszstrzykowskim w sprzeczkę, a ta, jak nic, pojedynkiem zakończyć by się mogła. Rzecz całą widziałem na własne oczy, a nawet rozlewu krwi uniknąć dopomogłem, więc wszystko, jako się wydarzyło, tutaj Wam opowiem.

     Otóż i spotkali się obaj panowie przed drzwiami do pomieszczenia ustronnego, przy czem szlachcic wspomniany, grzeczność chcąc okazać panu Naszstrzykowskiemu, miejsca mu ustąpił, pytając:

     – Wchodzisz waćpan do pisuaru?

     – A po cóż miałbym do niego wchodzić? – zdziwił się Podkanclerzy – Aby unurzać się w urynie?

     – Wieso? Chcesz waść rzec, iż tam na posadzce kałuża? – spytał Hrabia.

     – A skąd by się niby miała wziąć?

     – No skoro u was..., jak to się mówi? Pissen przez drzwi?

     – Przez jakie znowu drzwi? Wchodzisz waść do wychodka jak należy i mocz oddajesz do pisuaru.

     – Wchodzisz do wychodka, wychodzisz z wchodka – zastanowił się Niemiec – alles umgekehrt, na odwrót, strasznie trudny język. I jeszcze na Urinal mówicie Pissoir! Ha, ha! Also, pozwól waszmość, że cię oświecę. W mojem kraj używają dwa słowa po francusku: Urinoir na Gefäßnaczynie, a Pissoir – na Raum, znaczy pokój, gdzie są Urinoir, albo po naszemu Urinal. Francuzi mówią także Vespasienne od Wespazjan, rzymski Kaiser, któren na to nałożył podatek. A u was Pissoir!Komisch! Ha, ha!

     – Mój panie! – zirytował się Podkanclerzy – doskonale wiem do czego sikam! I w tej materii, zaręczam waszmości, oświecać mnie nie potrzeba. A pisuary przyszły do nas z Italii i to bez podatku! Zaś co się tyczy Francuzów, naród ów, choć od twego nieco bardziej okrzesany, my uczyliśmy jeść widelcem!

     – Okrzesany? – powtórzył z trudem Niemiec – a co to znaczy?

     – Nieokrzesany znaczy cham i prostak, a resztę waść sobie sam dośpiewaj.

     – Was zum Teufel?! Znaczy, ja być cham?! – zawołał Hrabia kładąc dłoń na rękojeści szpady.

     – Skoro się acan poczuwasz... – odparł chłodno Podkanclerzy sięgając do szabli.

     I w tej właśnie chwili postanowiłem wetknąć swoje trzy grosze.

     Mości panowie – rzekłem – pozwolę sobie zauważyć, że mianem cham i prostak raczy mnie Książę Regent określać, skoro mu jeno facecja jaka mało do gustu przypadnie. Ergo, z woli Księcia tytuł ów zarezerwowany jest dla Błazna i nikt poza mną na Dworze nie może rościć sobie doń pretensji. A wierzajcie mi waszmoście, gotówem bronić swych racji aż do upadłego, co jednak o tyle trudnem się zdaje, iż miecza, szabli, ni szpady nie noszę. Ufam więc, że z dobrej woli zaprzestaniecie tu nadaremno wzywać imienia, które mnie jedynie się przynależy. W istocie, w całej sprzeczce waszej o dwa słowa ledwie idzie, i to jeszcze na dodatek francuskie! Czyliż nie lepiej twarze zgodnie zwróciwszy ku ścianie oddać się czynności owej, zwyczajnej całkiem skądinąd, atoli jakże często ulgę wielką przynoszącej?

     Spojrzeli pierwej na mnie, potem jeden na drugiego i nie mówiąc już ni słowa, uczynili, jakem im doradził. Postali więc chwilę obok siebie, ja jako rozjemca pośrodku, a następnie w lepszem już będąc humorze, rozeszli się każden w swoją stronę. Można by rzec, iż oddanie moczu nie tylko radość sprawić potrafi, ale też łagodzi obyczaje, zasię rozlewowi krwi rozlew uryny niekiedy zapobiega.

     To jednak nie koniec. Dotarły bowiem później do mych uszu wieści, iż powróciwszy do Berlina, opowiedział imć Graf von Hottentotten o całem zdarzeniu w towarzystwie, wywołując tem niemałe rozbawienie. Pono rozniosło się to wkrótce pośród pruskiej arystokracji, skutkiem czego o dworzanach naszych poczęto mówić pisuary, pisuarki zaś – o damach dworu. Nader to niegrzeczne i można zgadywać, iż wkrótce wystosuje pan Podkanclerzy Naszstrzykowski w sprawie onej ostry protest, a może być, że i ultimatum, które, oby jeno do wojny jakiej nie przywiodło...

     W każdem razie, jakby się i nie stało, do bycia pisuarem ani rusz się nie poczuwa


Wasz
Błazen Nadworny


 
 

Częstuję Was ciasteczkami (po nowemu cookies). Bez obaw, nie są zatrute! Zostając u mnie godzicie się je pałaszować, choć przecie zawżdy wydalić je możecie ze swych przeglądarek. Ja sam wolę dziczyznę i czerwone wino, wszakże wiedząc ile już u mnie ciasteczek zjedzono, łacno poznać mogę, ilu miałem gości.