
Laura i Filon
Podsłuchiwać jakoś nieładnie..., atoli usłyszeć niechcący cudzą rozmowę to przecie rzecz insza zgoła. A wszytko dla tej przyczyny, iże pewna młodziutka dwórka, imieniem Laura, poczęła mi czynić nadzieję. Może zresztą tak mi się zdało jeno, albo i zdało się na pewno, albowiem wyznaczywszy nocną schadzkę w altanie, nie zjawiła się w umowionem miejscu i czasie. Głowę dam, iże zaśmiewa się teraz gdzie ze mnie wraz z inszemi dwórkami, albo też flirtuje pod jakiem jaworem z paziem Filonem, ale cóż...
Wracając jednakowoż ad rem, dochodziła już północ, kiedym wciąż jeszcze czekał mej wybranki. Miesiąc już zeszedł, psy się uśpiły, a niebo zasnuło chmurami, więc w ciemności nader trudno było cokolwiek zoczyć. W pewnej chwili dostrzegłem atoli niewyraźną sylwetkę, cień jakowyś i serce me zabiło już mocniej, lecz oto dał się słyszeć trzask suchej gałęzi, cień potknął się o coś i głębokiem basem zaklął szpetnie po francusku. Obok niego ujrzałem naonczas cień drugi, któren podtrzymał pierwszego jegomościa, chroniąc go przed upadkiem i już po chwili obadwaj weszli do altany, podczas gdy ja przezornie skryłem się w najciemniejszy jej kąt.
– Alors, Książę Regent chory – usłyszałem – i kto wie, czyli do zdrowia powróci. Temczasem zaś sprawy nasze jakoby w zawieszeniu...
– Każden stara się jak może, Ekscelencjo – padła odpowiedź.
– Ce n'est pas suffisant! Za mało! Jego Wieliczestwo się niecierpliwi.
– Niech Ekscelencja zapewni Imperatora, że przyczyny do niepokoju nijakiej nie ma...
– Któż więc zastąpi Księcia? Czyścic? Błyskotliwski? Żebrowicz?
– Pretendentów jest wielu: Mistrz Mateusz z Moraw, Pan Igielski i Książę Marceli, którego ze wszytkich sił popiera Zakonnik...
– Entre nous, Mistrz Mateusz durak, głupi niczem jego ojciec, Igielski złodziej, a i Książę i Księżulo są na naszem żołdzie, lecz regencja nie jest im pisana. Będąc Ministrem Wojny Książę czynił wszytko comme il faut, więc i czas przyjdzie, że w Peterburku order weźmie od Cesarza. Mais maintenant zdałby się ktoś, komu szlachta więcej ufa.
– I na cóż Carowi zaufanie szlachty, Ekscelencjo? – w głosie mówiącego zabrzmiało zdumienie.
– Na cóż? Piotrze Stanisławowiczu, gdyby Imperator zechciał, posłałby tu już kilka pułków jegrów, a może i kilkanaście i toute de suite zrobiłby porządek! Lecz nie tak się czyni politykę.
– Cóż, wówczas Europa...
– Europa? Palcem by nie kiwnęła! Zaś my... Od czegóż mamy dyplomację? Niech nikt tu nie liczy na Paryż, Londyn, czy Wiedeń! Żadnych złudzeń, panowie! Żadnych złudzeń! – jegomość zwany Ekscelencją wyraźnie się wzburzył – Ja wam skażu, w czom dieło, Piotr Stanisławowicz! Wy bardzo lubicie robić powstania, ot co! A Cesarzowi nie w smak trzymać u was armię, woli temu i owemu sypnąć złotem, bo to mniej kosztuje. Ale ja wam dobrze radzę, wy czyńcie tu sami co rychlej porządek, bo Imperator może zdanie zmienić, a wtedy...
– Wtedy trudno będzie tu naleźć powolnych mu ludzi...
– Trudno? A ja wam powiadam, kanaliej u was mnogo, wsiegda się jacy najdą. A możet być, wy, Piotr Stanisławowicz, zechcielibyście wówczas zostać regentem? Z waszą przeszłością... No, no! – zaśmiał się.
– Ekscelencja wielce łaskawy...
– Jak będzie trzeba, szepnę słówko Cesarzowi, lecz póki co, z garstką sędziów dać sobie rady nijak nie możecie. Księżna Pawłowna im chocia słów plugawych nie szczędzi, lecz wy... Wszak oni wam grają na nosie!
– Cóż jednak czynić można, skoro...
– Comment?! Cóż czynić? A wsadzić do turmy! A potem kibitka, Sybir i knuty! Ot, co! Nie za to bierzecie, Piotrze Stanisławowiczu, moskiewskie złoto, żeby mnie teraz pytać, co czynić należy!
W tejże chwili coś zaklaskało za borem, zaś gdzieś w pobliżu dało się słyszeć stłumiony dziewczęcy śmiech, a potem słowa:
– Pójdźmy do altany, Filonie!
Obaj ichmoście zamilkli, po czem czmychnęli w jedną, ja zaś pośpiesznie – w drugą stronę, mając już stanowczo dość podsłuchiwania. Teraz zaś siedzę w mej komnacie, pogrążony w myślach. Nie o Laurze jednakoż – po cóż zadawać sobie niepotrzebny ból z powodu dzierlatki – raczej o owych dwóch szlachcicach. Ten, tytułowany Ekscelencją, być musiał nie inaczej, jeno moskiewskiem ambasadorem, atoli do kogo należał ów drugi głos? Jako żywo, odgadnąć tego nie może