Błazen Nadworny - Laura i Filon

Spisano dnia 5 sierpnia A.D. 2018

Laura i Filon


     Podsłuchiwać jakoś nieładnie..., atoli usłyszeć niechcący cudzą rozmowę to przecie rzecz insza zgoła. A wszytko dla tej przyczyny, iże pewna młodziutka dwórka imieniem Laura poczęła mi czynić nadzieję. Może zresztą tak mi się zdało jeno, albo i zdało się na pewno, albowiem wyznaczywszy mi nocną schadzkę w altanie, nie zjawiła się w umowionem miejscu i czasie. Głowę dam, iże zaśmiewa się teraz gdzie ze mnie wraz z inszemi dwórkami, albo też flirtuje pod jakiem jaworem z paziem Filonem, ale cóż...

     Wracając jednakowoż ad rem, dochodziła już północ, kiedym wciąż jeszcze czekał mej wybranki. Miesiąc już zeszedł, psy się uśpiły, a niebo zasnuło chmurami, więc w ciemności nader trudno było cokolwiek zoczyć. W pewnej chwili dostrzegłem atoli niewyraźną sylwetkę, cień jakowyś i serce me zabiło już mocniej, lecz oto dał się słyszeć trzask suchej gałęzi, cień potknął się o coś i głębokiem basem zaklął szpetnie po francusku. Obok niego ujrzałem naonczas cień drugi, któren podtrzymał pierwszego jegomościa, chroniąc go przed upadkiem i już po chwili obadwaj weszli do altany, podczas gdy ja przezornie skryłem się w najciemniejszy jej kąt.

     – Alors, Książę Regent chory – usłyszałem – i kto wie, czyli do zdrowia powróci. Temczasem zaś sprawy nasze jakoby w zawieszeniu...

     – Każden stara się jak może, Ekscelencjo – padła odpowiedź.

     – Ce n'est pas suffisant! Za mało! Jego Wieliczestwo się niecierpliwi.

     – Niech Ekscelencja zapewni Imperatora, że przyczyny do niepokoju nijakiej nie ma...

     – Któż więc zastąpi Księcia? Czyścic? Błyskotliwski? Żebrowicz?

     – Pretendentów jest wielu: Mistrz Mateusz z Moraw, Pan Igielski i Książę Marceli, którego ze wszytkich sił popiera Zakonnik...

     – Entre nous, Mistrz Mateusz durak, głupi niczem jego ojciec, Igielski złodziej, a i Książę i Księżulo są na naszem żołdzie, lecz regencja nie jest im pisana. Będąc Ministrem Wojny Książę czynił wszytko comme il faut, więc i czas przyjdzie, że w Peterburku order weźmie od Cesarza. Mais maintenant zdałby się ktoś, komu szlachta bardziej ufa.

     – I na cóż Carowi zaufanie szlachty, Ekscelencjo? – w głosie mówiącego zabrzmiało zdumienie.

     – Na cóż? Piotrze Stanisławowiczu, gdyby Imperator zechciał, posłałby tu już kilka pułków jegrów, a może i kilkanaście i toute de suite zrobiłby porządek! Lecz nie tak się czyni politykę.

     – Cóż, wówczas Europa...

     – Europa? Palcem by nie kiwnęła! Zaś my... Od czegóż mamy dyplomację? Niech nikt tu nie liczy na Paryż, Londyn, czy Wiedeń! Żadnych złudzeń, panowie! Żadnych złudzeń! – jegomość zwany Ekscelencją wyraźnie się wzburzył – Ja wam skażu, w czom dieło, Piotr Stanisławowicz! Wy bardzo lubicie robić powstania, ot co! A Cesarzowi nie w smak trzymać u was armię, woli temu i owemu sypnąć złotem, bo to mniej kosztuje. Ale ja wam dobrze radzę, wy czyńcie tu sami co rychlej porządek, bo Imperator może zdanie zmienić, a wtedy...

     – Wtedy trudno będzie tu naleźć powolnych mu ludzi...

     – Trudno? A ja wam powiadam, kanaliej u was mnogo, wsiegda się jacy najdą. A możet być, wy, Piotr Stanisławowicz, zechcielibyście wówczas zostać regentem? Z waszą przeszłością... No, no! – zaśmiał się.

     – Ekscelencja wielce łaskawy...

     – Jak będzie trzeba, szepnę słówko Cesarzowi, lecz póki co, z garstką sędziów dać sobie rady nijak nie możecie. Księżna Pawłowna im chocia słów plugawych nie szczędzi, lecz wy... Wszak oni wam grają na nosie!

     – Cóż jednak czynić można, skoro...

     – Comment?! Cóż czynić? A wsadzić do turmy! A potem kibitka, Sybir i knuty! Ot, co! Nie za to bierzecie, Piotrze Stanisławowiczu, moskiewskie złoto, żeby mnie teraz pytać, co czynić należy!

     W tejże chwili coś zaklaskało za borem, zaś gdzieś w pobliżu dało się słyszeć stłumiony dziewczęcy śmiech, a potem słowa:

     – Pójdźmy do altany, Filonie!

     Obaj ichmoście zamilkli, po czem czmychnęli w jedną, ja zaś pośpiesznie – w drugą stronę, mając już stanowczo dość podsłuchiwania. Teraz zaś siedzę w mej komnacie, pogrążony w myślach. Nie o Laurze jednakoż – po cóż zadawać sobie niepotrzebny ból z powodu dzierlatki – raczej o owych dwóch szlachcicach. Ten, tytułowany Ekscelencją, być musiał nie inaczej, jeno moskiewskiem ambasadorem, atoli do kogo należał ów drugi głos? Jako żywo, odgadnąć tego nie może


Wasz
Błazen Nadworny


 
 

Częstuję Was ciasteczkami (po nowemu cookies). Bez obaw, nie są zatrute! Zostając u mnie godzicie się je pałaszować, choć przecie zawżdy wydalić je możecie ze swych przeglądarek. Ja sam wolę dziczyznę i czerwone wino, wszakże wiedząc ile już u mnie ciasteczek zjedzono, łacno poznać mogę, ilu miałem gości.