Błazen Nadworny - Złodziejska sprawka

Spisano dnia 4 lutego A.D. 2018

Złodziejska sprawka


     – A zatem chcesz waszmość rzec, iżeś nic o tem nie słyszał? – spytała Hrabianka.

     – Jako żywo! – odparłem – Klnę się na duszę!

     – Nie bluźnij wasze! Przecie w całem Zamku głośno o tem było – rzekł Pan Śpiżarny – czyliż Cię pamięć zawodzi?

     – A nie stało się to przypadkiem naonczas, kiedy to nasz drogi Błazenek całe dwie niedziele w lochu przesiedział? – spytał Pan Piwniczny.

     – Mogło i tak być... – zastanowił się Pan Śpiżarny.

     Karetą zarzuciło na wyboistem gościńcu. Siedzieliśmy w niej we czwórkę, otuleni w futra. Na zewnątrz, po lewej, jak okiem sięgnąć, rozciągała się biała, śnieżna pustka i jeno gdzieś w dali, na horyzoncie, majaczył w zamieci ciemny kontur puszczy. Po prawej krajobraz zdawał się bardziej zróżnicowany – na drugiem brzegu skutej lodem rzeki dało się dostrzec tu i owdzie domostwa na stokach wzgórz, które wyżej porastał świerkowy las, przybrany w zimową szatę. Pędziliśmy co koń wyskoczy na wezwanie Najjaśniejszego Pana. Wybrał się on w przeszłą niedzielę do jednego ze swych zamków pod szczytami gór, by tam oddawać się zimowem igraszkom, a teraz z kolei zatęsknił za towarzystwem Hrabianki. Zadaniem mojem oraz mych kompanów było towarzyszyć damie w podróży, służyć pomocą w potrzebie, tudzież zabawiać inteligentną konwersacyją.

     – Mówicie więc waćpaństwo, iże się to wydarzyło na angielskiem dworze? – spytałem.

     – W rzeczy samej – odparła Hrabianka – a skoro jeno wieść do nas dotarła, rozsierdził się Książę Regent nie na żarty.

     – I nie dziwota! – wtrącił Pan Piwniczny – Nawet jeśli prawdą jest, iże lordowi onemu w kraju naszem pierwej bagaż całen, a później konie i bryczkę skradziono, toć przecie jeszcze nie przyczyna, by nas nazywać złodziejskiem narodem!

     – W żadnem razie! – obruszyła się Hrabianka.

     Powóz temczasem zaczął zwalniać, woźnica ściągnął cugle i już po chwili stanęliśmy na podworcu przed przydrożną gospodą.

     – No to, mości państwo – rzekł Pan Śpiżarny rozwierając drzwi karety – czas rozgrzać się nieco, skoro będą nam mieniać konie.

     Weszliśmy do środka, zaczem zasiedliśmy wedle stoła, tuż przy piecu. Na belce obok nas stały słoje z kiszonemi ogórkami, zaś u powały zwieszały się pęki czosnku.

     – Hej, Żydzie! – zawołał Pan Piwniczny na karczmarza – Zagrzej no co rychlej piwa z korzeniami, a podaj nam jaką przekąskę, bośmy zgłodnieli i przemarzli okrutnie!

     – W te pędy! Już się robi, proszę jaśnie wielmożnego państwa – skłonił się wpół mały pejsaty człowieczek w jarmułce, odziany w czarny chałat, spod którego wystawał modlitewny tałes i zaraz postawił na stole garniec ze smalcem oraz wielki bochen.

     – A więc wracając ad rem – rzekłem odłamując kawałek chleba – skąd jednakoż wzięła się myśl, by aże ustawą sejmową rzecz całą naprawić? Wszak trudno Regenta posądzać o taką nieroztropność!

     – Mówią – odparł Pan Śpiżarny – iże to imć Ladajaki chcąc się Księciu przypodobać, projekt ów w pośpiechu i na kolanie sporządził, a Regent w wielkiem gniewie będąc, bez namysłu posłom rozkazał raz dwa go przegłosować.

     – A jednego szlachcica, co o skutki prawa onego zapytał, natychmiast ode czci i wiary odsądzono – dodał Pan Piwniczny.

     – Czyli teraz jest tak – rzekłem – iże jeśli ktokolwiek u nas, albo i w Europie złe słowo o naszem rodaku wypowie, a złodziejem go nazwie, to lat trzy w lochu o chlebie i głodzie przepędzi. Lecz przecie skoro rzezimieszek jakowyś co ukradnie...

     – Cichajże waść! – przerwała mi Hrabianka kładąc palec na ustach – Wszak ściany mają uszy! Chciałżebyś do ciemnicy na powrót trafić?

     Temczasem zjawił się karczmarz i postawił przed każdem z nas kufel grzanego piwa, po czem skłoniwszy się, szepnął z szelmowskiem uśmieszkiem na ustach:

     – Ja zaraz podam gęś pieczoną w miodzie, proszę jaśnie państwa. Palce lizać!

     – Ha, ha, gęś w miodzie! To ci dopiero! – ucieszył się Pan Piwniczny, ja zaś wróciłem do przerwanego wątku:

     – Sęk w tem, mościa panno, iże wtrącić do lochu mnie, żadna sztuka, atoli trudniej uczynić to przyjdzie z kimś, na ten przykład, z angielskiego dworu. Nie wiedziałem, jako się rzekło, skąd rzecz cała wzięła początek, a więc tem bardziej pojąć nie mogłem, czemuż to jeden z parów Anglii mówił ostatnio o nas w parlamencie, iże na złodzieju czapka gore.

     – Albo znów Król Francji – dodał Pan Śpiżarny kiwając ze smutkiem głową – ten miał pono zwiedziawszy się o rzeczonej ustawie powiedzieć, iże diabeł w ornat się ubrał i ogonem na mszę dzwoni.

     – Wszak to się nie godzi! – obruszyła się Hrabianka.

     – Masz aśćka rację, nie godzi się – odparł Pan Piwniczny – lecz cóż teraz począć? Czem bardziej sami siebie bierzem w obronę, tem gorzej. Mówił mi kupiec pewien, co właśnie przywiózł do nas mozelskiego wina, iże książęta niemieccy szemrają, że kraj nasz kuźnią być musi złodziejskiego rzemiosła, skoro równie osobliwe prawa uchwalamy. A przecie wprzódy kłamstwa takowe mało kto rozpowiadał! Zasię Cesarz we Wiedniu, skoro mu o lex owej w czas uczty jakiej doniesiono, tak się pono od tego śmiechem zaniósł, że mało się nie zadławił.

     – I dobrze mu tak! – rzuciła Hrabianka marszcząc brwi.

     Szynkarz przyniósł gęsinę i jeszcze butelkę araku, aleśmy mało co już jadła tknęli, takoż i napitku – tak nam z tego wszytkiego apetyt odebrało. W pewnej chwili rozwarły się dźwierza i do gospody weszło trzech hajduków, a z niemi oficyjer. Skłoniwszy się nam, usiedli przy sąsiedniej ławie.

     – Przebóg, moja sakiewka! – zakrzyknął w pewnej chwili Pan Śpiżarny chwytając się za portki – w poprzedniej gospodzie ktoś mi ją...

     Poczuwszy jednakoż na sobie przenikliwy wzrok oficyjera Gwardii, dokończył:

     – ...w torbę podróżną włożyć musiał, pewno ja sam, jeno na śmierć zapomniałem... 

     Czas było w dalszą drogę. Chcąc nie chcąc, wsiedliśmy do karety i ruszyliśmy przed siebie. Czas jakiś trwało milczenie, jednak kątem oka dostrzegłem, iż siedząca obok mnie Hrabianka posmutniała srodze, a nawet pochlipuje z cicha.

     – Cóż ci to, waćpanna? – spytałem.

     – A bo przypomniałam sobie – rzekła przez łzy – iże z ciotuchną moją, Księżną, mam we trzy niedziele do Paryża ruszyć...

     – I tem się aśćka smucisz? – zdumiał się Pan Piwniczny – Nasz przyjaciel, straciwszy parę sztuk złota, wcale większe ma przecie zmartwienie.

     – Lecz jak ja się tam komu pokażę? Skoro wszyscy tak o nas...

     W rzeczy samej, jak? Podobnież do Hrabianki, tem się właśnie teraz frasuje


Wasz
Błazen Nadworny


 
 

Częstuję Was ciasteczkami (po nowemu cookies). Bez obaw, nie są zatrute! Zostając u mnie godzicie się je pałaszować, choć przecie zawżdy wydalić je możecie ze swych przeglądarek. Ja sam wolę dziczyznę i czerwone wino, wszakże wiedząc ile już u mnie ciasteczek zjedzono, łacno poznać mogę, ilu miałem gości.